LOVE

Będąc rodzicem fotografem staram się, aby nie nadużywać aparatu przy moich dzieciach. Zauważyłam jednak, że studio to jest ulubione miejsce zabawy dla dziewczynek. To co one tworzą tam na miejscu z różnych rekwizytów to bajka, blenda na przykład zawsze ląduje jako łóżko dla misia.

Gorzej jednak kiedy przychodzi wykonać im sesję. Wtedy mam chrapkę na ujęcia, które sobie wyobraziłam. Powstaje mały zgrzyt między tym co ja chce, a tym co dziewczynki chcą. Ale kiedy pozwalam odpuścić swoim ambicjom, wtedy powstają kadry, które mnie zachwycają. Więc po kilku takich sesjach, już się nauczyłyśmy, jak nasza współpraca powinna wyglądać. Bo z własnymi dziećmi pracuje się zupełnie inaczej. Zosia jest żywiołem, z nią można pracować nie więcej niż 15 minut, Amelka już jest w wieku, gdzie jest bardziej zachowawcza i ciężko wyciągnąć czasem emocje. A razem? Tego nigdy nie da się przewidzieć, a że studio dla nich to miejsce najlepszej zabawy, różnie może się to skończyć.

Z sesji, które robię co roku, to sesja urodzinowa, każdej z dziewczynek. To jest bezwzględny obowiązek. Oraz druga sesja, która powstaje dla obu dziewczynek to walentynki. Dlaczego akurat ta? Zosia urodziła się w czerwcu, Amelka w październiku, więc sesję wykonuje po 4 miesiącach. Zauważyłam ostatnio, że luty jest dokładnie 4 miesiące po październiku i 4 miesiące przez czerwcem. Więc chyba te 4 miesiące to czas kiedy moja potrzeba zapisania wspomnień z dzieciństwa dziewczynek jest idealna. Dlatego powstaje już 3 sesja walentynkowa dziewczynek. Ot tak po prostu.

A wy jak często zapisujecie profesjonalnie wspomnienia za pomocą fotografii swoich dzieci? Też mam w komórce tysiące zdjęć, jak często je drukujecie? Ile z nich zniknie kiedy padnie Wam dysk? Walentynkowe buziaki od nas wszystkich.